Zaległa relacja z Krymu 2011!

Data publikacji: środa, 2 listopad 2011

Relacja Ali Połukord.

NASZE KRYMSKIE WAKACJE

Podróż na Półwysep Krymski punktualnie, w komplecie i dobrych nastrojach rozpoczęliśmy pewnego wieczoru wyjazdem autokarem spod, a jakże, Audytorium Maximum w Krakowie. Celnicy na przejściu granicznym w Medyce-Szeginie również byli w dobrych humorach i już we wczesnych godzinach porannych byliśmy we Lwowie. Trafiliśmy na piękną pogodę oraz obchody dwudziestej rocznicy odzyskania przez Ukrainę niepodległości i sama nie wiem, co wzbudzało większy zachwyt – starówka z katedrą Ormiańską, Czarną Kamienicą, kaplicą Boimów i innymi zabytkami wpisanymi na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO, czy Ukraińcy dumnie przechadzający się po rynku w przepięknych ukraińskich wyszywankach pod rękę z Ukrainkami na niebotycznych obcasach, z gracją stąpających po zdradliwej kostce brukowej. A był to tylko przedsmak atrakcji, czekających na nas następnego dnia, czyli jazda ukraińską koleją!
Śmiało można stwierdzić – ten, kto nie doświadczył, tak jak my, 25 godzinnej podróży plackartą, czyli kultowym już pociągiem z otwartymi „integracyjnymi” przedziałami z samowarem, nie zawsze otwieranymi oknami, pomarszczonymi babuszkami zachwalającymi podczas dłuższych postojów pociągu na stacjach swoje jabłuszka, bułeczki, naleśniki, pierożki i z czuwającą nad wszystkimi i wszystkim humorzastą, choć serdeczną panią prowadnicą - niech żałuje!
Dalej było jeszcze ciekawiej... wysiedliśmy punktualnie, w komplecie i w dobrych nastrojach w Symferopolu, stolicy Autonomicznej Republiki Krymu, żeby wsiąść w trolejbus do położonej między dwoma masywami skalnymi, Czatyr Dahem i Demerdży, Ałuszty. A tam... czekał już na nas „czajkowy” autobus z kierowcą i jego wiernym psem. W tak doborowym towarzystwie dojechaliśmy do naszego ośrodka wypoczynkowego „Czajka”, zakwaterowaliśmy się, odpoczęliśmy i ruszyliśmy na słynny ałusztański deptak i hotelową plażę. Nie dane nam się było jednak wykąpać w Morzu Czarnym ani zaprezentować swoich wdzięków na kamienistej plaży – sztorm!!! I tak przez 4 dni. Za to ile przez ten czas udało nam się zobaczyć! I ostatnią stolicę chanatu krymskiego z „pałacem w sadzie”, czyli Bakczysaraj z tajemniczym skalną twierdzą Czufut- Kale, które zdobyliśmy bez potu, łez i akcji z filmów grozy dzięki naszemu niesamowitemu przewodnikowi Aleksandrowi (dzięki, Bracie!); i pałac hrabiego Woroncowa z w Ałupce, żeby tak jak Winston Churchill, przebywający w nim podczas konferencji jałtańskiej, przenieść się w czasie i miejscu do „dalekiej Rosji, starej Anglii”; i Botaniczny Park w Nikicie, posiadający 11 000 gatunków i rodzajów roślin pochodzących ze wszystkich zakątków świata; i Jaskółcze Gniazdo, miniaturowy neogotycki zameczek na skarpie przylądka Aj Todor - symbol i wizytówkę Krymu. Chętni mogli też ruszyć w góry do Doliny Przewidzeń na Demerdży (wersja light z wytrzymałym na pragnienie przewodnikiem Sławą) lub/i na sam „minaret świata” - Czatyr Dah (wersja hard z deszczem i bosonogim przewodnikiem Olegiem). Kiedy sztorm ustał można było wygrzewać się w słońcu i pluskać w morskich falach lub dalej zwiedzać półwysep rozmaitości, np. podczas jazdy trolejbusem po najdłuższej linii trolejbusowej w Europie, ciągnącej się przez całe południowe wybrzeże Krymu z dłuższym postojem w jego letniej stolicy – eleganckiej i luksusowej Jałcie, by po przechadzce najsłynniejszym czarnomorskim deptakiem udać się do Liwadii do letniej rezydencji ostatnich Romanowów, rządzących Imperium Rosyjskim nieprzerwanie od 1613 roku, jednocześnie miejsca obrad oraz podpisania postanowień konferencji jałtańskiej, wrócić do Ałuszty stateczkiem i obfotografować skamieniałego niedźwiadka pijącego wodę, czyli przylądek Ajudah, z którego wsparty skale Adam Mickiewicz obserwował, „Jak spienione bałwany to w czarne szeregi/Scisnąwszy się buchają, to jak srebrne śniegi/W milijonowych tęczach kołują wspaniale”.
Czy wspomniałam już o zwiedzaniu jednego z najlepiej ufortyfikowanych zabytków nie tylko krymskiego, ale i europejskiego średniowiecza, czyli genueńskiej twierdzy w Sudaku albo o szampańskiej wycieczce do Nowego Świata, miejscowości malowniczo położonej pomiędzy trzema zatokami, nie bez przyczyny nazywanej dawniej Paradiso, czyli rajem, słynącej z fabryki win musujących, rezerwatu biologicznego i ścieżki wykutej w skale na życzenie księcia Lwa Golicyna, po której przeszliśmy?
Krym zwiedzały nie tylko nasze stopy i oczy, zadbaliśmy również o doznania smakowe podczas degustacji przysmaków kuchni tatarów krymskich oraz hmmm, poznawcze, podczas wycieczki do jednej z najstarszych fabryk wina na Krymie zakończonej degustacją 10 gatunków wina.
Wieczory umilał nam czajkowy DJ Bobo, rozkręcający imprezę na deptaku i schodach prowadzących do czajkowej stołówki. Nasze tańce, hulańce, swawole przypaść mu do gustu, ponieważ ostatniego wieczoru przygotował dla nas specjalny wieczorek pożegnalny z polskimi hitami i konkursami. Bogatsi o nowe doświadczenia, nasłonecznieni, z nienachalną opalenizną zostaliśmy odwiezieni o poranku dnia następnego przez pana z psem autobusem na trolejbus do Symferopola, stamtąd wsiedliśmy do dobrze nam już znanej plackarty i wpłynęliśmy „na suchego przestwór Oceanu”.
Krym zachwyca feerią barw, smaków, zapachów, widoków, doznań; zadziwia orientem i „postsowieckością”, wyczuwalną wciąż w ludziach i architekturze. Przepraszam za ten banał, ale tego się nie da opisać, to trzeba samemu przeżyć, poczuć, zobaczyć.
 

Mówią o nas

  • Uważam, że szkolenie było przeprowadzone bardzo profesjonalnie. Pan Artur, który je prowadził doskonale odnajdywał się w temacie, znał odpowiedzi na każde pytanie uczestników. Potrafił rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące...Paulina Wasztyl Kurs w Katowicach
  • Kurs oceniam bardzo dobrzeEwa Lipiec

Nasze atuty

  • Ponad400

    Zorganizowanych wyjazdów

  • 10latna rynku

    Podróżujemy z Wami nieprzerwanie od 2006r.

  • Gwarancja jakości

    Podróżujesz z pasją już od pierwszego dnia

  • 20

    20 wyspecjalizowanych przewodników